Odkrywanie glinianek - część 1 - Szymon Stasierski
Powstałe zimą pomysły oraz zaplanowany sezon karpiowy 2010 powoli się spełniają. Niestety trzeba przyznać, że zima dokuczała nam w tym roku wyjątkowo długo i wszyscy mamy jej serdecznie dosyć. Następną przeszkodą były obfite opady, a co za tym idzie podniesiony stan wód w zbiornikach wodnych i co najgorsze - powodzie, które wyrządziły sporo szkód w niektórych rejonach Polski.



W tym roku postanowiłem przypilnować i sprawdzić mało znane w społeczności karpiowej glinianki niedaleko Ostrowa Wielkopolskiego. Mało znane, ponieważ wody te uchodzą za zbiorniki o małej populacji karpia. Dodatkowo są to trudne łowiska, ze względu na ukształtowanie dna, podwodne przeszkody, oraz niewielką powierzchnię. Niekiedy zdarzają się sytuacje przerzucania sobie zestawów, ale to już są niestety wady małych zbiorników.

Owe zbiorniki PZW to kompleks trzech dobrze zagospodarowanych glinianek. Łączna powierzchnia to 8,27 ha. Każdy zbiornik powstał w innym okresie. Historię glinianek postaram się bliżej opisać w kolejnej części.



Jak dotąd dowiedziałem się, że już w roku 1979 Pan Andrzej Gorzelanny złowił na tej gliniance karpia 8 kg i 10,20. Udało mi się również zdobyć zdjęcie przedstawiające owego
8 - kilogramowego karpia. Pan Andrzej nadal wędkuję na swojej gliniance, jest również strażnikiem i opiekuje się wodą. Trzeba przyznać, że w tamtych latach złowienie takiego karpia było o wiele trudniejsze, niż w dzisiejszych czasach.



Ciekawi mnie fakt, że jeżeli w tamtych latach pływały tam cyprinusy w granicach 10 kg, a minęło ponad 30 lat, to wierzę, że ta woda kryję przede mną o wiele większe niespodzianki niż ta, która wydarzyła się podczas ostatniej zasiadki.

Zanim jednak opiszę udany połów z dnia 1 czerwca br., chciałbym zaznaczyć, że w roku 2009 również próbowałem swoich sil na tej wodzie. Udało mi się złowić tylko kilka karpi,
ale wszystkie nie przekraczały magicznych 3 kg. Łowiłem wówczas od północnej strony. Jednak przez cały czas przeszkadzał mi wysoki brzeg, wysokie ustawienie wędek i to,
że żyłki musiały iść wysoko nad wodą. Na tak małej wodzie, gdzie zestawy położone są
w odległości 20 – 30 m od brzegu, żyłki mogą odstraszać duże karpie. Kolejną przeszkodą jest krzak zatopiony w wodzie, obok którego łowię. Niestety nawet łowienie na sztywno przy twardych zaczepach nie zawsze daje pozytywne rezultaty i w ten sposób w ubiegłym roku zepsułem 3 brania. Jakie duże mogły być karpie? Po prostu nie wiem. Mogły być duże,
ale niekoniecznie, nie da się wyczuć jak duży jest karp, kiedy zamalinuje się już w zaczepach. Mniejsze karpie, jeżeli wejdą w twarde gałęzie, również potrafią przetrzeć plecionkę na przyponie.



Rok 2010


W tym roku postanowiłem zmienić taktykę i łowić z przeciwległym brzegu. Zestawy nie zmieniły swojego położenia. Zmianie uległ przebieg żyłek w wodzie. Żyłki kładą się teraz na spadzie, który schodzi w kierunki północnym. Dodatkowo stosuję lead core, który obciąża ostatnie metry żyłki, jak równie chroni przed przetarciami i zerwaniem podczas holu. Niestety lead core może niekiedy wyrządzić holowanemu karpiowi krzywdę i tak mogło stać się tym razem. Z drugiej strony rozdwojenie płetwy grzbietowej mogło nastąpić podczas ucieczki karpia w stronę krzaka i otarcie się o gałąź.

To był drugi dłuższy wypad na to łowisko w tym roku. Pierwszy raz łowiłem przed obfitymi opadami i wezbraniem wody. Udało mi się wówczas złowić karpia 7 kg. Pomyślałem, poprzeczka idzie w górę. Po obniżeniu stanu wody wybrałem się dwa razy, żeby przygotować łowisko. Planowałem zasiadkę od niedzieli do środy, dlatego pierwszy raz przyjechałem
w poprzedzający poniedziałek i podnęciłem górkę przy krzaku kulkami Biosquid w liczbie 25, oraz spad na środku zbiornika, również w ilości 25 sztuk. Rozmiar kulek 18 mm. Kolejny raz nad zbiornikiem pojawiłem się w środę, ale już z większą ilością kulek i dodatkowo
z ziarnami konopi. Najlepiej było by przyjechać w środę i w piątek i zrobić to samo co
w poniedziałek, ale niestety musiałem obrać inna taktykę z powodu wyjazdu na weekend.
Nie mam szczęścia do pogody w tym sezonie i pierwsza doba na rybach upłynęła
w kompletnej ciszy. Zrobiło się zimno i ryba zeszła na głębszą wodę. Zestawy położone na wypłyceniu1 – 1,5 m, gdzie zbiornik w najgłębszym miejscu ma 7 m, w taką pogodę nie przyniosły by żadnych efektów. Postanowiłem zatem na kolejną noc przerzucić zestawy dalej na spad na głębokość około 2,5 m. I tu kolejny nagły zwrot sytuacji, ponieważ zapowiadana pogoda nie sprawdza się i druga noc okazuje się bardzo ciepła. Ze snu budzą mnie potężne spławy karpi, co jest oznaką żerowania. Nie czekając ani chwili dłużej przerzucam jedną wędkę z powrotem na wypłycenie, po około 1,5 h o godzinie 4,30 na brzegu ląduje karp 4,5 kg.



Zazwyczaj nie kombinuję w nocy i nie przerzucam zestawów, ale tym razem jestem zadowolony z podjętej decyzji. Nie z powodu pierwszego brania, ale z brania pierwszego karpia powyżej 10 kg na tym zbiorniku. O godzinie 9 postanowiłem, że do domu wracam
we wtorek o 14, dlatego pomyślałem, że wrzucę resztę kulek które mi zostały. Przygotowując się do pakowania postawiłem podbierak o namiot, żeby się wysuszył.
Wybija południe, a chwilę po dźwięk sygnalizatora, pierwsza myśl – ktoś przerzucił mi zestaw.. wyglądam z namiotu ... jednak nie, to branie, szybka akcja i zaczyna się hol ryby.
To już nie jest 3 kg, Karp okrążył krzak dookoła - co za szczęście. Mam go w połowie drogi. Rozglądam się za podbierakiem, a podbierak w suszeniu.. 5 m po podbierak, jak ryba jest już przy brzegu. Przez takie sytuacje zazwyczaj ryba schodzi z haka, ale nie tym razem. Rybę udaje się podebrać, ale mam nauczkę, że podbierak powinno się zwijać jako ostatni.





Waga pokazuję 11 kg jestem zadowolony, zwłaszcza dlatego, że mimo słów niektórych karpiarzy, że ... tam nie ma dużych karpi... udaję mi się złowić pięknego długiego karpia, a co najważniejsze bez żadnej blizny po ukłuciu haka. Karpie z dzikich wód często mają podobną budowę, są długie i "chude". Odwrotnie do karpi z łowisk specjalnych, które niekiedy są szersze niż dłuższe. Może być to spowodowane małą ilością pokarmu.




Karp po sesji zdjęciowej wraca do swoich głębin, a ja zadowolony z udanego zakończenia zasiadki wracam do domu. Kolejny wypad już niedługo. Pozdrawiam!


C.d.n...
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama